Aztec Hotel



Kiedy byłem aniołem. Wiem to, dowiedziałem się nie bez trudności, ale się dowiedziałem. Nie ma to większego znaczenia, bowiem tożsamość jest nieistotna, tak samo jak historia jest nieistotna. Tutaj w hotelu panuje półmrok. Nie widzimy się dokładnie, nie wiemy co o sobie myśleć. Półmrok wydaje się najważniejszy, jakbyśmy przychodzili od zmierzchu do świtu albo od świtu do zmierzchu.

Tym razem znajdujemy się w świecie równocześnie pięknym i przerażającym, realnym i nierzeczywistym, pustym i wieloznacznym. Historia, którą opowiadamy, nie jest już historią, ani opowieścią. Jest wątła i cienka jak anielski włos, lecz anioł nie jest już aniołem, nie jest też nikim, kogo można by zawołać po imieniu, gdy wołanie milknie zanim otworzą się usta.

Pewnie nie ma nic niezwykłego w historii pijaka zajmującego pokój w Hotelu Aztec. Ani w historii kobiety, samotnej i rozpaczającej po straconej miłości. Oni, i kto jeszcze, żyją w miejscu wypożyczonym, nad brzegiem morza, gdzie zażywajż kąpieli, obżerają się aż do przesytu delikatesami, zapalają papierosa w bramie, kiedy pada ulewny deszcz, gimnastykują się i zamyślają w toalecie. Upijają się, raz wódką, a raz eteryczną i ciężką wonią róż, patrzą w lustro, aby potwierdzić swoje istnienie. Żyją, bo zapominają. Walczą z cieniem, którego nigdy nic nie rzuciło na ziemię. Ich historia jest dobrze znana, nie różni się od naszej. Ale oni byli aniołami, którym ktoś pozwolił zakosztować bycia tutaj i dał prawdziwie wolną wolę: chcesz zostać, aby doznać rozkoszy smaku, dotyku, gorączki, namiętności czy wolisz ulecieć w miejsce, które nie jest miejscem, z którego nie ma widoku na morze, a żadna kałuża nie powiela twojego odbicia. Jedyną wskazówką może być światło latarni morskiej, wąski, prawie nieuchwytny promień rozcinający mgłę...


SCENARIUSZ I REŻYSERIA: Witold Izdebski
MUZYKA: Tomasz Kałwak
GRAJĄ:
Katarzyna Izdebska
Marta Waszkielewicz
Maciej Dziaczko
Marek Radwan WSPÓŁPRACA TECHNICZNA:
Mariusz Deptuła i Bogdan Śmiganowski

Punktem wyjścia dla spektaklu jest pytanie: kim jesteśmy jako ludzie żyjący w dzisiejszej rzeczywistości? Kim się może stać człowiek, który otrzymał szansę zjawienia się na trzy minuty we współczesnym świecie, mając czysty umysł i czystą duszę - "tabula rasa"?

Fabuła spektaklu rozgrywa się w dwóch przestrzeniach. Pierwszą z nich jest rodzaj przeczekalni, gdzie - na drodze przypadku - zostaja wybrane ciał, które dostana szansę zejść na ziemię, niczym anioły zstępujące między ludzi, by nauczyć się i zasmakować życia. Doświdczenie to niczym nie różni się od czynności, którą zwykliśmy nazywać ubieraniem - wdziewaniem skóry, wejściem w tręd, styl, szyk, czas i przestrzeń - oto nadejście nowego.

Teraz znajdujemy się w mrocznym miejscu o nazwie Aztec Hotel - drugiej przestrzeni spektaklu - gdzie nie wiadomo, czy panuje świt, czy zmierzch - tam wpisuje się los człoiwieka. To miejsce, gdzie rzeczywistość styka się ze snem , a piękno miesza się z przerażeniem, nienawiść z miłością a cisza z oddechem. Och jak nie/wiele do szczęścia potrzebuje człowiek! Czyż nie samotnością utkany jest los człwieka? Kiedy pozostaje tylko jeden wybór: pobrócić tam skąd się przyszło - do przeczekalni, czy zostać tu na ziemi i uczyć się poznawać, ale nigdy nie poznać, co jest dobre, a co złe. Ten trud to wszystko co określa życie człowieka.

Jak każdy ze spektakli Teatru Cogitatur, tak i ten - w założeniu twórców - ma być próbą dialogu z widzem, poszukiwaniem najgłębiej ukrytych w człowieku emocji, zarzewiem refleksji o sobie samym, o istocie i o celowości życia ludzkiego.

"Áztec Hotel" jest spektaklem, który zdecydowanie różni się od wcześniejszych spektakli takich jak: Cztery sny..., W hołdzie ekspresjonistom, czy Il fondo d'oro, ale równocześnie wpisuje się w poetykę i stylistykę Cogitaturu i jest wyrazem nieustającego poszukiwania w materii teatralnej.



Zjęcia



Od początku