Gdyby można umówić się na wino ze swoim Aniołem Stróżem,
gdyby można zagrać partię szachów z Diabłem odpowiedzialnym
za nasze pokuszenie,gdyby można było zajrzeć, powiedzmy
w jakiś jesienny wieczór, do Bibliotekarza,
który posiada egzemplarz naszego losu,
to czy wszystko odbyłoby się tak jak się odbywa?
A jeżeli dodać do tego spełnienie wróżby,
czy też chybiona przepowiednię,
szklana kulę albo złotą rybkę?
A kartki z pamiętnika, gdzie pisaliśmy przyszłość,
a sztuczki dzięki którym zyskujemy to, czego zyskać nie możemy?
Gdyby to wszystko było, czy byłoby inaczej?
A jeśli los jest sprawiedliwy, choć wiadomo, że nie jest?
A jeśli kalejdoskop zdarzeń przeglądamy nie mając na względzie
jakiegoś drobnego błędu, przeoczenia, uprzedzenia lub czegoś jeszcze?
I gdy leżymy na łożu, wiadomo jakim,
czyż Ona nie mogłaby być piękna?
I mówić do nas z półotwartymi oczami,
że jest tak i tak,
a tak i tak nie jest?
Czy mogłaby nie być bolesna i przykrą?
I w końcu, którego przecież nie ma:
On.
Czy mógłby być taki,
jakiego w niego wierzymy
albo nie wierzymy.
Ale zawsze taki i i jednak być?
Bardziej pogodny i niefrasobliwy niż jest lub nie jest?
I tak poukładamy sprawy,
gdy gwiazdy wróżyły nam przyszłość nie mającą sobie równej przyszłości.
Bo to my jesteśmy Lampartami
i z naszych oczu przeziera dzikość,
którą nazywamy wolnością.
Pomimo deklaracji złożonej w jednym z pierwszych obrazów cogitaturowskiego W Hołdzie Ekspresjonistom ("Nie zadbaliśmy o formę, bo forma nie zadbała o nas") to przede wszystkim formą olśniewa przedstawienie katowickich twórców. Filmowy montaż posłużył Witoldowi Izdebskiemu do stworzenia rzeczywistości migotliwie-impresyjnej o wyjątkowej urodzie plastycznej. W poszczególnych obrazach oryginalnie stworzonych dzięki ciekawie wykorzystanemu teatralnemu tworzywu - głównie barwie, opozycji półmroku i światła, a także metaforycznym - powstał świat fascynujący swą teatralnością.
Artyści nawiązują do ekspresjonistycznej poetyki, tej czarno-czerwono-demonicznej z kabaretem, subtelną erotyką, bólem i radością tworzenia, bólem i radością życia, ucieczką i powrotem do niego. W widzach obserwujących spektakl coraz wyraźniej dojrzewa świadomość, że obraz tworzony przez postać pomiędzy wyjściem z mroku a powrotem do niego jest jedynym ludzkim śladem w kłębiącej się otchłani istnienia lub raczej nie-istnienia.
Dlatego treść jest tym, co porusza i intryguje w Hołdzie na równi z perfekcyjną, oszczędną i "otwierającą na znaczenie" formą. Współzależność pomiędzy dwoma składnikami dzieła w przedstawieniu pozostaje w pełnej harmonii. Swoim spektaklem Gliwiczanie nie tylko nie tylko składają hołd wybitnym artystom, ale także wszelkiej ludzkiej twórczości. Kreacji, której przebłysk pozwala człowiekowi na moment oswoić otchłań i choć na chwilę wyzwolić jednostkę z siły mroków. Bohaterowie artyści i nie-artyści poprzez działanie, absolutny gest na moment stawiają czoło odmętom.
Robala
Łódzkie Spotkania Teatralne